Naznaczony1– Motylku, ty jesteś piękny. A czy ja jestem aż taki brzydki? Powiedz mi. Bo wyśmiewają się ze mnie i szydzą.
– Gnojarz, gnojarz – krzyknęła przelatująca ważka.
– Sam słyszysz – jęknął zdesperowany żuk.
– Żuczku, ty też jesteś piękny. Zajrzyj do skarbnicy swojej duszy. Popatrz ile dobrego robisz dla innych.
*
Jan urodził się z zajęczą wargą. Ojciec czmychnął porzucając matkę jak tylko zobaczył kalectwo chłopca. Był nieślubnym dzieckiem, więc miał jej nazwisko. Matka wyszła za mąż za innego faceta, ale ten go nie lubił i często poniżał wytykając, że sepleni.

Czytaj dalej… »

kwiecień 2010 007

– Damy radę! Damy radę! – krzyknął Sylwek swym tubalnym głosem i mimo strugami lejącego deszczu, uśmiechnął się. Mocnymi rękami chwycił załadowaną betonem taczkę i ruszył pędem.
Dwaj pomocnicy bez wahania złapali brzegi foli, którą przed chwilą przywiozłem i narzucili na pryzmę betonu. Przed kwadransem dwie „gruszki” wykiprowały na wyznaczony plac dwadzieścia cztery tony betonu, które budowlańcy mięli zwieźć taczkami do wnętrza budynku. A tu znienacka ulewa!

Przywiozłem im folię, bo byli kompletnie nieprzygotowani i deszcz zaskoczył ich dokumentnie! Groźba, że tony betonu spłyną z deszczem mogła stać się faktem!
– Budowanie, to nie jest takie tam, hop siup – mówi moja czteroletnia wnuczka, składając domek z klocków. Przyznaję jej rację bez wahania.
Moja budowa ruszyła półtora miesiąca temu. Wynająłem firmę budowlaną, a jej szef – Krystian ocenił, że cykl budowy zamknie się w czterech miesiącach. Przynajmniej tak zakładał. W jego ocenie budowa nieskomplikowana, więc wyznaczony termin miał być dotrzymany.

Czytaj dalej… »

(dlaczego tak. Okładka docelowa.pdf)

Druk i oprawa: Toldruk  www.toldruk.pl
Wydawnictwo RADWAN     Exlibris sp. z o.o.

ul. Morska 2a, 82-340 Tolkmicko

e-mail: wydawnictwo@radwan.pl

Tolkmicko 2011   Wydanie I
K
siążkę można kupić w Ustce w księgarni “Pod Sową” ul.Mar.Polskiej 32
Albo na stronie www.radwan.pl
Albo wysyłając zamówienie
na mój adres e-mail: pokoje@miszewski.net


ROZDZIAŁ I

BĄDŹ SOBIE STEREM I OKRĘTEM
Autokar- Dlaczego tak.
Łatwo ci mówić…


Dorota weszła do autobusu zdecydowanie. Dwa zamaszyste kroki i już stała obok kierowcy. Poprosiła o bilet, bo nie zdążyła kupić w kasie. Wracała do domu na Kujawy, do miejscowości oddalonej od Łodzi o jakieś dwieście kilometrów. Takie wycieczki robiła już wcześniej z racji wykonywanej przez siebie pracy. Trzymając w ręku bilet, podniosła wzrok i natychmiast, bez zastanowienia, znalazła miejsce przy oknie. Pasażerów było niewielu, więc przyszło jej to łatwo. Ruszyła, popychając przed sobą pokaźną torbę.
– Halo! – krzyknął kierowca. – Pani ma bagaż, a za to należy się dwa pięćdziesiąt.
Nie dyskutowała, choć miała ochotę wygarnąć mu, że to tylko bagaż podręczny. Wzdrygnęła się i podała odliczone pieniądze, a ten wcisnął jej do ręki przygotowany bilet. Przygarbiona, nie zwracając na nikogo uwagi, burcząc pod nosem, wcisnęła się w upatrzony fotel i odwróciła głowę w stronę okna. Aby uspokoić nerwy, zaczęła powtarzać w myśli, że ta sytuacja jej wcale nie wkurzyła, że to tylko taki drobny incydent bez znaczenia. Niewiele to jednak pomogło, bo czuła, że drży na całym ciele. Nie wiedziała, czemu to ją poruszyło. Pewnie irytowało ją, że nie zaoszczędziła kilku złotych. Stałoby się tak, gdyby pozwoliła kierowcy umieścić torbę w luku bagażowym, ale nie mogła tego zrobić, ponieważ wiozła w niej interesujące teksty i informacje, a wszystko było dla niej bardzo ważne. Spojrzała na torbę niezdarnie wciśniętą pomiędzy fotel a przykurczone nogi i uśmiechnęła się, bo wiozła tam „skarby”.

Czytaj dalej… »

Pojawiła się nadzieja na okiełznanie SM. Wpisałem na moją stronę cytat z listu profesora Krzysztofa Selmaja, prekursora leczenia SM przez skórę. Czytając tę informację nabrałem nadziei, że jest szansa na pozbycie się, a co najmniej na powstrzymanie agresji choroby. Przeczytajcie:

„Metoda leczenia SM poprzez aplikacje antygenów na skórę polega na powtarzanym nakładaniu peptydów pochodzących z białek mielinowych na skórę w celu wywołania stanu immunologicznej tolerancji w stosunku do białek mielinowych. W SM obserwuje się reakcję autoagresywną w stosunku do mieliny (składnika tkanki mózgowej). Reakcja ta jest realizowana za pośrednictwem autoreaktywnych limfocytów, które atakują i niszczą własną mielinę.

Czytaj dalej… »

Paulina Izabela Romanowska Toruń– Opisywane w książce „Przełom – się” ludzkie losy mogłyby posłużyć za scenariusz niejednego wstrząsającego filmu – mówi bibliotekarka z Bydgoszczy Krystyna Skiera. – Ta książka z pewnością będzie dla wielu drogowskazem, jak żyć – twierdzi wikariusz generalny diecezji bydgoskiej ks. dr Bronisław Kaczmarek.

Bohaterami i autorami książki Fundacji Arka z Bydgoszczy „Przełom – się” są poławiacze przełomów. To ludzie, którzy odpowiedzieli na konkurs rozstrzygnięty 11 października w Pieczyskach nad Zalewem Koronowskim. W swoich tekstach poruszają sprawy bliskie każdemu człowiekowi, a więc problemy dzieciństwa, syndromu odrzucenia, walki ze słabościami i brakiem zaufania, a także oswajaniem bólu i ciemności. Mimo trudnych tematów jest w nich dużo optymizmu i nadziei.Katarzyna i Jacek Rąpca Wejherowo

Maria Szmuda z Gorzowa Wlkp. wyznała: „Dotarło do mnie, ile jeszcze mam”, a Zenon Miszewski z Ustki zrozumiał, po co żyje. Z kolei Arkadiusz Zając z Solca Kujawskiego napisał: „Dzięki kontaktowi z niemieckimi studentami i stypendystami z innych krajów nie skupiam się wyłącznie na swoich własnych problemach, które – jak się okazało – nie są największe”. Czytaj dalej… »

Oho! Idzie sezon!

Wszędzie widać ożywienie i wzmożony ruch. Nas, wynajmujących pokoje gościnne może uratować jedynie spokój. Czekamy na upragnionych wczasowiczów, a tu wiosna wkracza bardzo leniwie. Dlatego zastanawiam się, jak zachęcić gości aby przyjechali.

Po zachowaniu się nas wszystkich – właścicieli pensjonatów, bez wyjątku, widać zaniepokojenie i podenerwowanie. Ci, w dużych ośrodkach to chyba stresują się mniej. Albo, tego po nich nie widać. Czytaj dalej… »

ROZDZIAŁ PIERWSZY

ZWIASTUN I PIECZĘĆ

0.
na stronę do pianinaCyfry są magią samą w sobie.
Na rzeczywistość mają wpływ czasami jako pojedyncze znaki.
Bywa też, że tworząc liczbę jako wynik dodawania, wyciskają piętno na życiu człowieka.
Bywają błogosławioną wskazówką. Albo przekleństwem…

Czytaj dalej… »

1.

Szczęśliwe, piękne i radosne są jedynie chwile. Pojawiają się jak zwiastun czegoś wyjątkowego, jednak niestety są ulotne jak amok po wypaleniu shishy i mamiąc trwałością niespodziewanie znikają z naszego szarego życia jak mgła, ułuda, fatamorgana…

*
2. Kamil

zdjęcie do pianinaKlimat nadmorski, czasami nawet w połowie października, nie zachęca do śmiałych wypadów w plener, odstrasza nawet od spacerów. W tym roku wilgotna i niemiła aura wpędza w melancholię, ale nie wszystkich.
Pomimo że siąpi deszcz i wieje chłodny północny wiatr, idę na niemal codzienny przemarsz brzegiem rozkołysanego morza. Fale, jak to one, czasami próbują podciąć nogi. Jednak idę w bezpiecznej odległości, więc są za słabe, aby mi zagrozić. Poza tym, bez problemu udaje mi się w porę uskoczyć. O! Tak jak teraz! Cholera! Przeliczyłem się… Uff! Dobrze, że zmoczyły mi tylko buty. Jaką energię ma ta woda?! Taka mała fala, a z impetem podpłynęła aż do nóg! O kej – zła pogoda mnie nie odstrasza, więc idę dalej.
Mam na imię Kamil i od kiedy pamiętam, a mieszkam w tym małym nadmorskim miasteczku już prawie pięćdziesiąt lat, to często chodzę brzegiem morza. Bałtyk wzmacnia mnie swą surowością i dodaje siły. A, że mieszkam o sto metrów od plaży, to z dotarciem nad brzeg problemu nie mam.
Teraz spacery potrzebne mi są wyjątkowo. Czytaj dalej… »

Na warsztaty literackie do Ustronia zostałem zaproszony przez Fundację „Arka”. Napisałem scenkę estradową – skecz pod tytułem „Uśmiech dobry na wszystko”, bo taki był temat konkursu i  się zakwalifikowałem. Zmagania z materią literacką, przy wydatnym wsparciu ONAfachowców, dobiegły końca i musiałem wracać do domu. Tu słowo – musiałem – precyzyjnie oddaje mój nastrój. Trudno mi było się zebrać. Powiem nawet ( jeśli to wiadomość dla szerszego grona), że bardzo trudno, bo zżyłem się ze wspaniałymi ludźmi na tych, tylko i aż pięciodniowych, warsztatach literackich. A właściwie można by powiedzieć, warsztatach prześmiewczego uzdrawiania, ponieważ uśmiech dobry na wszystko. Było tak, że patrzyło się z przymrużeniem oka na rzeczy i świat czasami nie bardzo normalny…

Jednak skończyły się warsztaty literackie i powtórzę: musiałem powrócić do szarej rzeczywistości. Przyznam się, szczerze mówiąc, że nadużywam określenia: musiałem. Mówię tak, pewnie dlatego, żeby zatuszować ogarniające mnie (czasami) lenistwo…Ale, pobronię się troszeczkę i powiem, że patrząc z drugiej strony mówię: musiałem, dlatego, że żal mi było rozstawać się z miłą teraźniejszością. Czytaj dalej… »

Mój stosunek do choroby i do leczenia jest sprecyzowany i ogólnie prosty.
luty 2011 016
Że jestem chory na stwardnienie rozsiane to wiem doskonale. Postawiono diagnozę ładnych parę lat temu. Minęło 26 lat od tamtego momentu, a jeszcze 2 lata wcześniej żyłem w nieświadomości tego faktu. Tak, więc od 28 lat żyję z kolesiem, który nazywa się Stwardnienie Rozsiane. Choroba jak choroba, trzeba do niej przywyknąć, jednak jak narowistego konia trzyma się w cuglach, tak choróbsku nie wolno pozwolić wymknąć się spod kontroli, poza tym w miarę możliwości trzeba robić swoje.
Początek chorowania był nieznośnie upierdliwy, bo miotało mną jak piłką i z chodzeniem problemy miałem okrutne. Jednak paradoksalnie moja rzeczywistość nie była wcale ponura. Ja, się cieszyłem…
Czytaj dalej… »