(dlaczego tak. Okładka docelowa.pdf)

Książkę można kupić w Ustce w księgarni internetowej – www.wyczerpane.pl
Albo wysyłając zamówienie
na mój adres e-mail: pokoje@miszewski.net

Powieść Dlaczego tak? jest historią trzech kobiet dźwigających bagaż dramatycznych doświadczeń życiowych. Ich losy nie są ze sobą związane – każda z nich opowiada własną historię. Jedynym łącznikiem jest ich wiek i dorastanie wpisane w czas przemian ustrojowych w Polsce w latach 80. i 90., kiedy wchodzą w dorosłe życie. Zbieg okoliczności sprawia, że spotykają się w autobusie dalekobieżnym. Kiedy autobus rusza, te niezwykłe pasażerki zabierają czytelników w podróż w czasie.

Promocja „Dlaczego tak?” odbyła się w Bibliotece Miejskiej w Ustce


 

 

ROZDZIAŁ I
BĄDŹ SOBIE STEREM I OKRĘTEM
Autokar- Dlaczego tak.
Łatwo ci mówić…


Dorota weszła do autobusu zdecydowanie. Dwa zamaszyste kroki i już stała obok kierowcy. Poprosiła o bilet, bo nie zdążyła kupić w kasie. Wracała do domu na Kujawy, do miejscowości oddalonej od Łodzi o jakieś dwieście kilometrów. Takie wycieczki robiła już wcześniej z racji wykonywanej przez siebie pracy. Trzymając w ręku bilet, podniosła wzrok i natychmiast, bez zastanowienia, znalazła miejsce przy oknie. Pasażerów było niewielu, więc przyszło jej to łatwo. Ruszyła, popychając przed sobą pokaźną torbę.
– Halo! – krzyknął kierowca. – Pani ma bagaż, a za to należy się dwa pięćdziesiąt.
Nie dyskutowała, choć miała ochotę wygarnąć mu, że to tylko bagaż podręczny. Wzdrygnęła się i podała odliczone pieniądze, a ten wcisnął jej do ręki przygotowany bilet. Przygarbiona, nie zwracając na nikogo uwagi, burcząc pod nosem, wcisnęła się w upatrzony fotel i odwróciła głowę w stronę okna. Aby uspokoić nerwy, zaczęła powtarzać w myśli, że ta sytuacja jej wcale nie wkurzyła, że to tylko taki drobny incydent bez znaczenia. Niewiele to jednak pomogło, bo czuła, że drży na całym ciele. Nie wiedziała, czemu to ją poruszyło. Pewnie irytowało ją, że nie zaoszczędziła kilku złotych. Stałoby się tak, gdyby pozwoliła kierowcy umieścić torbę w luku bagażowym, ale nie mogła tego zrobić, ponieważ wiozła w niej interesujące teksty i informacje, a wszystko było dla niej bardzo ważne. Spojrzała na torbę niezdarnie wciśniętą pomiędzy fotel a przykurczone nogi i uśmiechnęła się, bo wiozła tam „skarby”.

Schyliła się i poprawiła pakunek, aby mieć wygodny dostęp do zamka, ponieważ sądziła, że zechce zajrzeć do środka i wyjąć coś do przejrzenia. Cieszyła się zdobyczami. Pieniędzy za bagaż wprawdzie nie zaoszczędziła, ale pal sześć – ma przy sobie to, co dla niej najcenniejsze… …

… …  Chwilę później jej wzrok przyciągnęła wchodząca do autokaru kobieta. Wysoka, ładna brunetka wyglądała elegancko, choć bez makijażu. Uczesane włosy, ładna bluzeczka, długa czarna spódnica, buty na wysokim obcasie podkreślały jej urok.
Sama już nie pamięta, kiedy ubierała się w ten sposób. A może nigdy? Teraz miała na sobie wełniany sweter, dżinsowe spodnie i płaskie buty. W dodatku niezbyt długie włosy podcięte przez przypadkową fryzjerkę z pasemkami też dość przypadkowymi nie pozwalały dostrzec w niej eleganckiej kobiety. Kiedyś jako nastolatka nosiła piękne długie włosy. Nie zgadzała się na ich ścięcie. Oburzało ją nawet, kiedy koleżanki próbowały je dotykać w zachwycie. Była taka elegancka, zadbana i… szczęśliwa.
Prędko jednak wróciła do rzeczywistości, bo kobieta, która wcześniej przykuła jej uwagę, właśnie się zbliżała. Oceniła, że jest w jej wieku. Jednak nie to ją intrygowało. Była doskonałym obserwatorem, więc dostrzegła, że nieznajomą musi coś trapić, ponieważ bilet zamawiała jakby mechanicznie. Zdawkowo też odpowiadała na pytania kierowcy. A twarz miała bez wyrazu.
Dorocie od razu zapaliły się iskierki w oczach. „To jest ktoś, z kim powinnam w tej chwili porozmawiać”, pomyślała. Lekko uśmiechnęła się do wsiadającej. Po chwili odwróciła wzrok, żeby jej nie peszyć, a za moment znów spojrzała. Nieznajoma odczytała to jak zaproszenie i nie szukając innego miejsca, zatrzymała się obok.
– Czy to miejsce jest wolne? – spytała beznamiętnie.
– Tak, tak. Jest wolne. Bardzo proszę – odparła Dorota z uśmiechem.
Nieznajoma usiadła. A Dorotę aż świerzbił język, żeby odezwać się do niej, więc kiedy autobus nareszcie ruszył, zadała swoje żelazne pytanie.
– Panią coś trapi, kochana, prawda?
– To widać?… – wydukała, nie zmieniając ani na chwilę kamiennego wyrazu twarzy.
– Pewnie, że widać. Problemy zawsze malują się na twarzy bardzo wyraźnie – mówiąc to głośniej, próbowała ośmielić kobietę.
Cisza trwała dłuższą chwilę i podtrzymanie rozmowy wisiało na włosku, szczęśliwie jednak nieznajoma odezwała się:
– Może i mam problemy… Ale… przecież dla pani to nieważne – cedziła słowa, bo nie miała chęci rozmawiać.
– Bardzo ważne, kochana – podchwyciła Dorota. – O problemach trzeba mówić. Mówić głośno! Wtedy na pewno znajdzie się na nie lekarstwo. Dusić nie ma sensu, bo urosną do wielkich rozmiarów. – Teraz nabrała wiatru w żagle. Obca zaczęła słuchać uważniej. A wyraz jej twarzy też się zmienił. – Problemy najłatwiej rozwiązywać, mówiąc o nich – dokończyła i przerwała na moment, żeby pozwolić tamtej zebrać myśli i włączyć się do rozmowy.
– Nie wiem, czy mogę o tym mówić – przerwała na chwilę – przecież Pani nie znam – dokończyła i spuszczając wzrok, poprawiła trzymaną w rękach torebkę.
Dorota wiedziała, że nie może pozwolić jej zamknąć się w sobie. Wiedziała też, że później już nie namówi do otwartej i szczerej rozmowy, a to byłaby niepowetowana strata, ponieważ potrzebowała dobrego tematu do napisania powieści, no choćby opowiadania. Już dawno sama nic nie napisała i fundusze w jej wydawnictwie zaczęły się zatrważająco kurczyć. Czuła, że kobieta siedząca obok kryje intrygującą historię. Nie czekała dłużej, odwróciła się do sąsiadki siadając bokiem, przywołała uśmiech i spoglądając dobrodusznie, przyciszonym głosem zaczęła:
– Ze mną można rozmawiać na każdy temat. Ja w życiu jadłam chleb z niejednego pieca. Przeszłam wiele, kochana – powiedziała z dumą.
Na te słowa oczy nieznajomej zabłysły, jakby chciała już w tej chwili wszystko z siebie wylać. Chyba jednak się bała, bo tylko poprawiała się na siedzeniu i przełknęła ślinę. Ale po chwili wyszeptała: – Jestem sama –. odważyła się po raz pierwszy mówić o sobie i się zawstydziła.
– Ja też jestem sama – Dorota wykrzyknęła jakby w manifeście, jednak widząc zaniepokojenie w oczach sąsiadki, przyciszyła głos. – Sądzę, że powinnyśmy przejść na ty. Będzie nam się lepiej rozmawiało. Ja mam na imię Dorota. A ty?
Nieznajoma wiele się nie namyślała, bo po miesiącu beznadziei nareszcie mogła unieść głowę śmielej i popatrzeć w oczy wydawało jej się życzliwej osobie.
– Mam na imię… – zawahała się, bo nie lubiła pierwszego imienia, a nie wiedziała, jak ma o tym powiedzieć. – Mam na imię Maria, ale nie używam tego imienia… i mów mi… Małgorzata – wydukała z nieśmiałością jak mała dziewczynka, którą trzeba natychmiast przytulić.
– Wiesz, co? No, popatrz! Jaki dziwny zbieg okoliczności – podchwyciła Dorota. – Ja też nie używam pierwszego imienia – skłamała. – Moje pierwsze to…Irena. Poza tym wydaje mi się, że jesteśmy w jednym wieku.
– Ja skończyłam czterdzieści jeden.
– No widzisz. Ja mam tylko o rok więcej. – Potwierdziła się jej ocena i była z tego dumna. – Ale o wieku nie rozmawiajmy – wypaliła nagle.
– To ty zaczęłaś – odparła zdziwiona Małgorzata.
– No dobrze. Ale nie mówmy o tym.
Obie ucieszyły się z nowej znajomości.
– Od miesiąca jestem sama – mina Małgorzaty zrzedła, ponieważ kilka ostatnich tygodni nie nastroiło jej optymistycznie, a wspomnienie przeżytej samotności kompletnie zdołowało.
– Ja też jestem sama, ale od szesnastu lat – teraz Dorota posmutniała, robiąc zbolałą minę, podobną do miny Małgorzaty. Chciała wyglądać jak ona, aby wyrazić współczucie. Ale po chwili zmieniła zdanie, bo przecież nie tak, zupełnie nie tak przyjmowała samotność. Na tę myśl rozpromieniła się i rozpoczęła tyradę na temat zalet życia w samotności. – Wiesz, co, kochana. Teraz dopiero, od kiedy jestem sama, mogę decydować o sobie. Dopiero teraz doceniłam, ile jestem warta. Doceniłam, co znaczy niezależność, wolność. Świat stanął przede mną otworem. Każdy dzień jest wyzwaniem do działania w pozytywnym tego słowa znaczeniu – mówiła dobitnie i gestykulując, próbowała podnieść znaczenie wypowiadanych słów. – Kochana, jestem wolna i niezależna! – zakończyła triumfalnie.
Słowa Doroty dudniły w uszach słuchającej i budziły z jednej strony strach, a z drugiej nadzieję.
Małgorzata patrzyła to na sąsiadkę, to w okno autokaru. Skupiła się na umykających krajobrazach. Autobus pędził. Przed chwilą widziała piękne domy. Później już ich nie było. Świat zostawał za nimi. Za nią. Zrobiło jej się przykro, że nie uczestniczy w życiu, że już od tylu lat stoi obok i tylko obserwuje, jak czas nieubłaganie pędzi do przodu. „Może ona ma rację?”, pomyślała. Może trzeba jej posłuchać? Może wreszcie zdjąć klapki i spojrzeć na świat innymi oczami? Tak jak ona. – otrząsnęła się z zadumy, spojrzała na rozpromienioną Dorotę i z łatwością zrobiła to samo. „Żegnaj, smutku!”, pomyślała Przecież jeszcze wszystko przede mną – dopowiedziała sobie w myślach.
– Miesiąc temu wyszłam z domu z reklamówką w ręku – powiedziała zdecydowanie, patrząc Dorocie w oczy. – Zostawiłam wszystko – dom, ubrania. Zabrałam tylko portfel z kilkuset złotymi. Wzięłam też świadectwa ukończenia szkół, dokumenty i… nic więcej. Zostawiłam córkę, matkę i poszłam sobie… Zostawiłam też męża bydlaka – na koniec głos jej zadrżał.
– Ja też zostawiłam wszystko i też poszłam z torbą w ręku. Wzięłam trochę ciuchów, garść drobiazgów i parę złotych. Najpierw włóczyłam się po mieście. A potem trafiłam do koleżanki ze szkoły.
– Ja poszłam prosto do hotelu i wynajęłam pokój. Miałam to zaplanowane już wcześniej.
– A ja niczego nie planowałam – wtrąciła Dorota, chcąc jakby uprzedzić rozmówczynię w wykrzykiwaniu doznanych krzywd. – Dwa dni u koleżanki, a potem wyjechałam – skwitowała.
– To chyba mamy takie same losy – próbowała podsumować Małgorzata.
– Na pewno podobne, kochana. Na pewno podobne. Byłaś bita? – spytała niespodziewanie.
– Tak – powiedziała drżącym głosem po chwili milczenia i przywołując wspomnienia, przełknęła ślinę.
– Ja też… Poniżał cię? – pytała nieubłaganie podniesionym głosem, jakby już w tej chwili chciała skarcić złoczyńców.
– Nie tylko on. Matka też – mówiła kolejne słowa z przykrością w głosie. Ale o dziwo, nie płakała jak kiedyś.
– Ja też byłam poniżana – wykrzyknęła. Ale nie skończyła, bo Małgorzata jej przerwała.
– Oboje powtarzali mi, że jestem nikim, że jestem nic niewarta!
Zapadła cisza. Dorota odezwała się dopiero po chwili.
– To była jego matka?
W oczach kobiety płonęły iskry.
– Moja matka! W moim domu! – parsknęła z nienawiścią. – Oboje ciągłe mieli do mnie pretensje o wszystko! – próbowała uspokoić rozdygotane serce. – Co z tego, że prowadził firmę, że dobrze zarabiał – głos Małgorzaty drżał. Przeniosła wzrok z Doroty i popatrzyła przed siebie. Za oknem mknącego autokaru panowała piękna, bezchmurna pogoda. Słońce skrzyło się w mijanym jeziorze. Przyroda buchała radością. Widząc to, uspokoiła się i zrobiło jej się lżej na sercu. Jednak dopiero po chwili stwierdziła, że przecież nie musi tak dramatycznie rozpamiętywać przeszłości.
Dorota zauważyła, że koleżanka się rozluźniła i nieśmiało próbowała wrócić do rozmowy.
– Wspominałaś, że masz córkę.
– Ma siedemnaście lat i traktuje mnie tak samo jak oni – teraz już nie wytrzymała i zapłakała. Wyjęła chusteczkę i wytarła łzy.
Dorota widząc to, poczuła się zupełnie zbita z tropu. Nie miała zielonego pojęcia, jak można uspokoić Małgorzatę, aby jej nie urazić. Przez chwilę próbowała się czymś zająć. Zaczęła bez sensu przestawiać torbę. Poprawiała się na siedzeniu. I żeby nie przystanek, oraz jacyś ludzie wysiadający z autobusu, to nie wiedziałaby, co ma począć. Małgorzata patrzyła na nią tak, jakby właśnie ona była wszystkiemu winna, ale na szczęście spojrzała w okno. Dorota zebrała się w sobie i kiedy autobus ruszył, zaczęła:
– Ja też zostawiłam córkę… tylko że nie tego faceta, z którym ślubowałam. Miałam ją już wcześniej – Dorota odzyskała pewność siebie, bo Małgorzata spojrzała na nią z sympatią. – Jak za niego wyszłam, mała miała już trzy lata. Zamieszkaliśmy u niego, bo z mojego domu musiałam się wyprowadzić. Teraz znów tam mieszkam. Ale to inna historia i później o tym opowiem – przerwała na moment. – Małgorzato, dopiero teraz, kiedy jestem sama, poznaję nowych przyjaciół. Nowi znajomi są o wiele więcej warci niż ci poprzedni, sztucznie przymilni. Na tych mogę polegać. Ty na pewno też poznasz wartościowych ludzi. Też zaprzyjaźnisz się z takimi, którzy będą ciebie cenić.
– Hm… Na razie nie znam nikogo takiego.
– Ale będziesz znała. Na pewno! Musisz tylko zacząć pozytywnie myśleć i popatrzeć na świat inaczej.
– Łatwo ci mówić – wtrąciła.
– Nie mów tak. Przecież byłam w takiej samej sytuacji jak ty i jakoś sobie poradziłam. Też nie miałam grosza przy duszy. Poszłam do pracy. Trafiła mi się posada w gazecie codziennej. Byłam po dziennikarstwie i próbowałam pisać. Zarobiłam trochę grosza i po ośmiu latach założyłam własne wydawnictwo. Wydaję trochę swoich prac, trochę cudzych. Drukuję też poezje. I posuwa się do przodu. Nie patrz tak na mnie. To jest prawda. Miałam szczęście, że 1993 rok był dobrym czasem na zajęcie się drukowaniem, wydawaniem. Pisało wielu i wielu czytało. Ludzie mieli jeszcze trochę pieniędzy, a i prowadzenie firmy było naprawdę łatwe, bo rządy postsolidarnościowe popierały poligrafię. Nawet byliśmy zwolnieni z wszelkich podatków. ZUS też był niewielki. Chciało się żyć, ale też musiałam zaryzykować, bo pewności i gwarancji na powodzenie nie miałam. Teraz jest gorzej. Ludzie mało czytają. A podatki płacić trzeba wysokie. Trzeba też jeździć po kraju i rozprowadzać tytuły. Kiedyś sami przyjeżdżali. Jest znacznie gorzej, ale co tam. Daję radę.
– Dorota, ja nie mogę się z tobą porównywać. Po pierwsze mam tylko średnie wykształcenie i to techniczne. Po drugie udało mi się złapać pracę tylko w supermarkecie, w Realu, a tam te pijawki z Zachodu płacą naprawdę marnie. A jeśli spróbujesz się odezwać i mówić o płacy, to ci powiedzą, że na twoje miejsce już czeka następny. Poza tym, mam za mało odłożonych pieniędzy, żeby w cokolwiek zainwestować.
– A ile masz? Jeśli można wiedzieć – spytała otwarcie, ale chyba nie oczekiwała odpowiedzi, bo już zabierała się do mówienia o czym innym.
– Pewnie, że możesz wiedzieć, bo o takich pieniądzach to można mówić bez skrępowania. Mam jakieś pięć tysięcy.
– To rzeczywiście za mało. Ale wszystko przed tobą – skwitowała, żeby nie deprymować Małgorzaty.
– No tak. Trzeba coś wymyślić, bo tak jak teraz być nie może – podsumowała bez nadziei…

– Wiesz co, Małgorzato, posłuchaj. Tak sobie pomyślałam. Teraz jesteś bez formy, więc nic na razie nie wymyślaj. Najpierw musisz dojść do siebie i otrząsnąć się. To jedyne, co masz do zrobienia. Pomysły same przyjdą później. Podświadomość ci podpowie, co masz zrobić. Teraz ci podpowiedziała, żebyś odeszła. Żebyś nie pozwoliła sobą pomiatać. Abyś kazała innym cenić siebie.
– Ale ja zostawiłam córkę – oburzyła się Małgorzata.
– Córka jest już prawie pełnoletnia i sama wybrała. Poza tym przecież ciebie nie szanuje. A ty jesteś jej matką! Prawda? Kiedyś sama zrozumie i odnajdzie ciebie. Zobaczysz. Ja miałam podobną sytuację. Przekabacił mi córkę na swoją stronę. Straciłam z nią kontakt, bo w domu bywałam rzadko, gdyż pracowałam za granicą. Pół roku po moim wyjeździe złożył podanie o rozwód. Sprawy potoczyły się szybko. Kiedy przyjechałam do domu, to potraktowali mnie jak obcą. Nie wytrzymałam i odeszłam. Teraz dopiero jest mi dobrze.
– A córka?
– Z córką odwiedzamy się i choć mieszkamy z dala od siebie, to ciągle jesteśmy w kontakcie. Ma już dwadzieścia dwa lata, uczy się i mieszka razem z nim. On wziął sobie jakąś babę i żyją bez ślubu już dobre kilkanaście lat.
– A ty nie szukasz sobie faceta?
– Ja? W żadnym wypadku! – huknęła. – Z tymi szowinistycznymi buhajami żyć pod jednym dachem?! Życie z chłopem to jedynie wieczna udręka! Trzeba pamiętać o wszystkim. O tym, czy ma co zjeść, czy ma się w co ubrać. Jeśli o czymkolwiek zapomnisz, to czeka cię opieprz albo gorzej. To jest paranoja. Nie mam ochoty kłaść się i wstawać w stresie, bo szanownemu małżonkowi coś się nie podoba – zdenerwowanie demonstrowała całą sobą.
Małgorzacie było wstyd za rozmówczynię, bo mówiła tak głośno, że wielu podróżnych to irytowało. Sama nigdy nie wygłaszała takich manifestów nawet do bliskiej znajomej w ustronnym miejscu. A teraz była w centrum zdarzenia. Czuła się głupio. Choć z drugiej strony, każde słowo wykrzykiwane przez Dorotę było jej tak dobrze znane i chciałaby mieć odwagę to powiedzieć… …

ROZDZIAŁ – III – BINGO!
I kto ma racje?

Dorocie udało się wrócić na ostatnią chwilę z dworcowego sklepiku, bo ledwie wsiadła, a silnik zadudnił i autobus ruszył. Kolejka w sklepie była długa, więc obawiała się, że nie zdąży, jednak udało się. Odetchnęła z ulgą.
Autokar powoli wtoczył się na stanowisko i wsiedli nowi podróżni. Wśród nich był również ten jeden, któremu tak się spieszyło dwadzieścia minut temu na przystanku dla wysiadających. Dorota go zapamiętała, bo tak jak wcześniej teraz też się o coś wykłócał. Takiego dupka nie sposób było nie zauważyć.
Patrzyła na kolejnych wchodzących. W pewnej chwili jej wzrok przyciągnęła inna osoba. Była to kobieta gustownie ubrana i chyba w jej wieku. Zainteresowała się nią, bo miała jeszcze przed oczami obraz noszącej się z wdziękiem, eleganckiej Małgorzaty. Ta była ruda, ale włosy miała równie ładnie ufryzowane. Małgorzata miała torebkę i duży pakunek, a ona tylko gustowny skórzany kuferek pasujący do reszty.
Zachowanie rudej było zasadniczo inne niż Małgosi. Była zdecydowana i każdy jej ruch wydawał się z góry zaplanowany. Dorocie zaimponowała nowa postać i tak jak poprzednio, chciała poznać tę kobietę. Już przygotowała sobie plan, jak ją zagada, kiedy będzie przechodzić, szukając wolnego miejsca. Wystarczyło jednak, że spojrzały na siebie i Dorota już wiedziała.
– Julia! – krzyknęła, nie zważając na innych.
Ruda nie zareagowała, ale zatrzymała się.
– Julia! – krzyknęła jeszcze raz i wstała, żeby tamta ją zauważyła.
Rzekoma Julia stała niezdecydowana i nie bardzo mogła odszukać w pamięci kogoś, kogo znała, podobnego do krzyczącej kobiety.
Wreszcie pamięć uporała się z problemem.
– Dorota – powitała głosem znacznie spokojniejszym niż znajoma i powoli, przesuwając się wraz z grupą wsiadających, dotarła do niej.
Dorota, żeby nie tarasować przejścia, szybko przesunęła się pod okno i chwytając Julię za rękę, pociągnęła do siebie. Uściskały się na powitanie.
– Wiesz, co Dorota, nie poznałam ciebie. Gdybyś nie odezwała się pierwsza, to chyba…
Już nie skończyła, bo Dorota jej przerwała, chcąc podkreślić, że ma lepszą pamięć.
– A ja ciebie, kochana, poznałam od razu – skłamała, ale w końcu odezwała się pierwsza. – Powiedz mi, jak u ciebie? Po liceum to już chyba się nie widziałyśmy, prawda? – pytała pospiesznie, lecz nie czekała na odpowiedź, tylko zaczęła kręcić się niemiłosiernie, próbując umieścić nogi pomiędzy fotelem, a skarbem wiezionym z Łodzi. Starała się zrobić tak, żeby przypadkiem nie uszkodzić torby i nie zgnieść wiezionych w niej rzeczy. Chciała usiąść wygodnie, bo długa podróż już jej doskwierała.
– Dorota, czemu tak się mocujesz z tą torba? – zapytała, bo już nie mogła patrzeć na wysiłki koleżanki. – Wsuń ją głębiej pod siedzenie. Będzie ci o wiele wygodniej.
– Coś ty, kochana. Ja tam mam drogocenne rzeczy. Muszę na nie uważać – odparła zdecydowanie.
Julia nie dociekała, cóż tak cennego wiezie Dorota, bo ją to po prostu nie interesowało. Jedynie rozsiadła się wygodnie, aby w spokoju dojechać do domu.
Dorota uporała się z bagażem i natychmiast swoją uwagę skierowała na koleżankę.
– Powiedz mi, kochana, jesteś szczęśliwa? – wypaliła ni z gruszki ni z pietruszki.
Julia nic nie powiedziała, bo nie wiedziała, co ma odpowiedzieć na tak dziwacznie zadane pytanie. Przecież nie wiedziała, o co chodzi Dorocie. Poza tym zastanowiła się, dlaczego ktoś, kogo znała zaledwie cztery lata, kiedy chodziły do ogólniaka, pyta o tak osobiste sprawy. Poczuła się oburzona, że po prawie dwudziestu latach niewidzenia znajoma zaczyna wchodzić w buciorach w jej prywatne życie. W końcu zrobiła zdziwioną minę i odezwała się.
– Cóż to za pytanie? Nie wiem, o co ci chodzi.
– O nic wielkiego. Po prostu pytam, czy w życiu dorosłym jesteś szczęśliwa?
– Jestem szczęśliwa – odparła bez zastanowienia. Przecież stan jej ducha w tym momencie był właśnie taki, a roztrząsać detali przed koleżanką nie miała najmniejszej chęci. Spojrzała Dorocie w oczy i uśmiechnęła się dumnie.
Ta najwyraźniej chciała usłyszeć coś wręcz przeciwnego. Najpewniej spodziewała się utyskiwań na trudy codziennego życia i chyba chciała usłyszeć o kłopotach małżeńskich albo że jest panną lub rozwódką. I nawet nie zwróciła uwagi na to, czy Julia nosi obrączkę, a przecież przed chwilą trzymała jej rękę.
– A powiedz mi, kochana, wyszłaś za mąż? – brnęła niezrażona.
Julia jęknęła zdegustowana pytaniem koleżanki. Nikt z nią nie rozmawiał w ten sposób. Znajomi pytali ewentualnie, ale wynikało to z kontekstu. Trochę pamięta dziwaczne zachowania znajomej z czasów, kiedy uczęszczały do liceum. Dorota wtedy prężyła się w gazetce szkolnej i zachowywała się równie dziwacznie. Wychodziło jej to pisanie, bo dostawała nagrody, ale Julię to nie interesowało.
Teraz, kiedy myślami przebiegła przez cztery lata znajomości z Dorotą, mogła się zdystansować do jej pytań bez wpadania w zdziwienie, bo w ustach koleżanki brzmiały normalnie. Ona po prostu taka była. Odprężyła się więc i mając na uwadze, że prawie półtorej godziny będzie musiała spędzić obok znajomej sprzed lat, rozchmurzyła się.
– Tak, Dorota. Wyszłam za mąż – powiedziała dumnie. – A teraz ty mi powiedz, co u ciebie? Czy jesteś szczęśliwa? Czy wyszłaś za mąż? – pytała z przekąsem.
– No cóż – była zaskoczona, bo chciała o wszystkim powiedzieć nie w odpowiedzi na pytanie, ale jako ripostę na opowiadanie o niepowodzeniach. Przeliczyła się. – Jestem dziennikarką. Piszę… Mam własne wydawnictwo… I jestem szczęśliwa…

Jakie są dalsze losy bohaterek dowiesz się czytając powieść „Dlaczego tak?”

 

Powieść Dlaczego tak? jest historią trzech kobiet dźwigających bagaż dramatycznych doświadczeń życiowych. Ich losy nie są ze sobą związane – każda z nich opowiada własną historię. Jedynym łącznikiem jest ich wiek i dorastanie wpisane w czas przemian ustrojowych w Polsce w latach 80. i 90., kiedy wchodzą w dorosłe życie. Zbieg okoliczności sprawia, że spotykają się w autobusie dalekobieżnym. Kiedy autobus rusza, te niezwykłe pasażerki zabierają czytelników w podróż w czasie.
Okładka

Druk i oprawa: 
  Wydawnictwo SOWA  – Wydanie II

K
siążkę można kupić na stronie www.wyczerpane.pl
Albo wysyłając zamówienie
na mój adres e-mail: pokoje@miszewski.net

 

2 thoughts on “„DLACZEGO TAK?” – powieść

  1. Poruszająca książka, skłaniająca do refleksji, że nic w życiu nie jest czarne lub białe i nikogo nie można osądzać po pojedynczych czynach, bo mogą nimi kierować głębsze powody, o których nie mamy pojęcia. Powieść naprawdę wciąga, czyta się ją jednym tchem. Szczerze polecam na długie zimowe wieczory!

  2. Wróciliśmy niedawno z Norwegi no i coś niesamowitego. Dzięki takim stronom jak ta zdecydowaliśmy się też zajrzeć do mniejszych miasteczek, nie tylko Oslo 🙂 Klimaty niesamowite – domki pomalowane na biało, piękne puchate koty na ulicach (norweskie leśne! ;)) ludzie życzliwi, ale też bogato, nie jak na polskiej wsi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *