Dąbek 10.01.2009r.
ZENON MISZEWSKI
C.Dąbek 2008-09 012


Kończy mi się turnus w Dąbku. Ten Ośrodek Pobytowo – Rehabilitacyjny specjalizuje się w .usprawnianiu chorych na stwardnienie rozsiane.
Sam choruję na SM całe swoje dorosłe życie i tak minęło mi właśnie dwadzieścia osiem latek obcowania z choróbskiem.
Kadra w Ośrodku stara się jak może, aby sprostać oczekiwaniom przybywających na kurację. Baza sprzętowa, wykształcenie, umiejętności, spryt rehabilitantów, opiekunek, obsługi, kulturalno – oświatowej, uwijających się jak w ukropie obsługując chorych są nadzwyczajne. A jednak…
No właśnie; przybywający do Dąbka niekoniecznie docierają tu aby się leczyć…

O zgrozo! Patrząc na nich, z kilkoma wyjątkami, dostrzegłem, że fascynacja i wręcz upajanie się stanem chorobowym przechodzi wszelkie granice. Mam na myśli nieodpartą wiarę w to, że choroba może się tylko nasilać, a nigdy cofnąć, no, może zatrzymać się, ale to zadziwiająco rzadko – ich zdaniem. Twierdzą, że nie ma żadnych szans na polepszenie się stanu zdrowia. Ich opinia jest niereformowalna. Pozytywne myślenie leży na łopatkach…Każdy z tych ignorantów nosi na twarzy brzemię choroby i nic nie jest w stanie przekonać go- ją do zmiany sposobu myślenia. Takich jak ja, jak wspomniałem, jest dosłownie kilkoro. Może pięć, może sześć osób. Ale my jesteśmy oceniani jako dziwacy nie rozumiejący powagi i tragizmy chorowania na Stwardnienie Rozsiane.
Jednego razu przy pogawędce, mówię do nich na temat piękna świata. Jeden z nich przerywa mi i zaprzecza; A co ty tam wiesz!… Przecież ty jesteś całkiem zdrowy. Po tobie prawie nic nie widać. A poza tym, masz wersję rzutową…
– No właśnie – mówię. – Jestem całkiem zdrowym człowiekiem. I o to chodzi. A jaka to jest wersja? Co mnie to obchodzi… Może to być nawet wersja eksportowa.
To my decydujemy o tym, czy to co nas dotyka jest poważne, czy może to po prostu jest i trzeba walczyć na miarę swych możliwości. Eskalacja biedy i piętrzenie emocji w niczym tu nie pomoże.
Następną garścią dziegciu dowalanego do strawy jaką jest rehabilitacja jest nieprzeparta potrzeba brania i wydziwiania. Ignoranci i malkontenci jakimi chorzy są w większości, potrafią to robić z niebywałą sprawnością. Organizator – szef Ośrodka, może stanąć na uszach, a i tak nie dogodzi kuracjuszom wiecznie pewnym swojej mądrości i niezadowolonych ze wszystkiego.
– Przecież mi nic nie pomoże – mówią. – Czeka mnie wózek i po co mam się wysilać?
Mentalny stosunek do ozdrowienia, choćby częściowego, jest niezauważalny… Z twarzy większości można wyczytać jak z książki; „Jestem taki-taka chora, że już mi nic nie pomoże. Nie jestem zdolny-zdolna do niczego. Opiekujcie się mną i żebym nie musiał-nie musiała wam o tym przypominać!, bo ja nie daję sobie rady. Sam-sama nic wam nie dam, bo… jestem chory-chora”.
O zgrozo! Tych uczestniczących w procesie rehabilitacji (mówię o tych chorych zapaleńcach na wyzdrowienie), to ci inni pogrążeni w dramacie cierpienia, nie lubią. Można też powiedzieć, że nie szanują. Wszelkie przejawy inicjatywy są przez tych wiecznie cierpiących ignorowane.
W życiu mówi się, że tak zachowują się malkontenci. Tu też wypada z premedytacją powiedzieć; chory w większości wypadków to bracz, ignorant i malkontent.
Żal mi rehabilitantów i wszystkich innych, chcących zrobić coś dobrego dla, bądź co bądź, pokrzywdzonych przez los.
Ale do cholery, ci pokrzywdzeni, też mogliby coś dać tym dobroczyńcom!
Waham się i nie wiem, czy będzie mnie jeszcze stać na zebranie sił i odwagi aby tu przyjechać ponownie. Z jednej strony, to chciałbym bardzo, ponieważ baza rehabilitacyjna jest tu wyśmienita i nie porównywalna z żadnym innym Ośrodkiem. Jednak z drugiej strony, nie chciałbym, bo żal mi zaprzepaścić pozytywnej energii gromadzonej z mozołem. A wysłuchując utyskiwań wiecznie niezadowolonych malkontentów i gderaczy, to strata jest nieunikniona.

Z wyrazami szacunku dla kadry, poirytowany ozdrowieniec.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *