W sierpniowe przedpołudnie rozgrzane słońcem szedłem wzdłuż promenady. Jak zwykle wspierałem się kijkami nordik, walking, bo to i wygodniej i nikt nie powie, że się chwieję jak pijany, co, przy SM nie dziwota.

Między gąszczem ludzi maszerujących dziarsko na plażę dostrzegłem ławkę, na której siedział tylko jeden mężczyzna. Prędko zdecydowałem, że właśnie tam klapnę sobie, bo marsz dał mi się we znaki.

Zdjęcie-0031

Chmary wczasowiczów objuczonych do nieprzyzwoitości parły na plażę. Budowa zasieków z parawanów dla wytyczenia „swojego terytorium” to ostatnimi czasy polska specjalność. Ale co mi tam, widać taka ich fantazja.

Rozsiadłem się wygodnie.
(więcej…)

Nasz przaśny byt

Poddałem się namowom i dzień później w czerwcu 2014 roku, przejeżdżając przez wąską bramę zajechałem na podwórze Gimnazjum w Ustce. Nie myślcie sobie, że chciałem się uczyć. Co to, to nie. Mam już swoje lata. A i na wywiadówkę też nie przyjechałem. To już nie ten etap w życiu.

Stanąłem przed nieokazałym szyldem „Klusek” stołówka.

Wiedziałem, że to stołówka, ale nazwa wydała mi się, delikatnie mówiąc, oryginalna, więc szedłem z nieufnością, choć czytając wizytówkę zapamiętałem napis „zapraszamy na domowe obiady”. Przekroczyłem kałużę burcząc – można by coś z tym zrobić, – ale, co tam. Potem schody, co nie napawało mnie optymizmem, bo zbyt sprawnie nie chodzę. Później, na moje nieszczęście, drugie schody i jeszcze drzwi i … następne schodki.
Sala stołówki duża, potem lada, bemary. Zamówiłem obiad na wynos na cały miesiąc. Dostałem karnet i upust. Zapłaciłem tylko 170zł. i humor wrócił. Miałem za sobą trojaki, więc zostałem prędko obsłużony. Już wychodziłem, kiedy rozległ się dzwonek na przerwę.

(więcej…)

„O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny…”
DSC01241To nic, że Staff pisał, że jesienny. Mnie ogarnia radość, że deszcz, nareszcie deszcz i ulga, bo niemiłosierny upał „dogadza” nam już od tygodnia. Chwilami ciepło otumania człowieka tak bardzo, że zapomina nawet swojego nazwiska.
Jest początek sierpnia, czyli szczyt sezonu, więc musi być ciepło. Ale na Boga, nie aż tak gorąco! Nareszcie delikatny deszczyk. Wychodzę nagi, bez parasola, no nie tak do końca nagi, wychodzę w kąpielówkach i łapczywie wystawiam ciało, a krople letniego deszczyku je obmywają. Rozkosz. Ulga.

(więcej…)

z Canona 056

Jest lipiec, więc na ulicy gwarno, ale tym razem przed bramą naszego pensjonatu zamieszanie. Wprawdzie wiedziałem, że grupa gości z tej samej miejscowości przyjedzie trzema samochodami, ale rwetes zrobił się potrójny. Otworzyłem bramę wjazdową i na moje: – Proszę ustawić auta równolegle do siebie. – Usłyszałem:
– My sami. Damy radę. Spokojnie, wszystko pod kontrolą.

Nie protestowałem i trzy nie małe samochody zgrabnie stanęły obok siebie.

– Jak tak ustawicie, to tym autem, będzie trudno wyjechać – wskazałem na samochód stojący najbliżej ściany, upchany jak sardynka.
Śmiech.
(więcej…)

Drodzy Przyjaciele, Znajomi i Nieznajomi.

C.Dąbek 2008-09 009Choruję na SM, proszę o przekazanie mi 1% z podatku na leczenie i rehabilitację. Z góry serdecznie dziękuje za zrozumienie.
Dane do wpisania w PIT:

Zenon Miszewski nr KRS Fundacji 0000338878


Pojawiła się nadzieja na okiełznanie SM. Wpisałem na moją stronę cytat z listu profesora Krzysztofa Selmaja, prekursora leczenia SM przez skórę. Czytając tę informację nabrałem nadziei, że jest szansa na pozbycie się, a co najmniej na powstrzymanie agresji choroby. Przeczytajcie:

„Metoda leczenia SM poprzez aplikacje antygenów na skórę polega na powtarzanym nakładaniu peptydów pochodzących z białek mielinowych na skórę w celu wywołania stanu immunologicznej tolerancji w stosunku do białek mielinowych. W SM obserwuje się reakcję autoagresywną w stosunku do mieliny (składnika tkanki mózgowej). Reakcja ta jest realizowana za pośrednictwem autoreaktywnych limfocytów, które atakują i niszczą własną mielinę.

(więcej…)

Paulina Izabela Romanowska Toruń– Opisywane w książce „Przełom – się” ludzkie losy mogłyby posłużyć za scenariusz niejednego wstrząsającego filmu – mówi bibliotekarka z Bydgoszczy Krystyna Skiera. – Ta książka z pewnością będzie dla wielu drogowskazem, jak żyć – twierdzi wikariusz generalny diecezji bydgoskiej ks. dr Bronisław Kaczmarek.

Bohaterami i autorami książki Fundacji Arka z Bydgoszczy „Przełom – się” są poławiacze przełomów. To ludzie, którzy odpowiedzieli na konkurs rozstrzygnięty 11 października w Pieczyskach nad Zalewem Koronowskim. W swoich tekstach poruszają sprawy bliskie każdemu człowiekowi, a więc problemy dzieciństwa, syndromu odrzucenia, walki ze słabościami i brakiem zaufania, a także oswajaniem bólu i ciemności. Mimo trudnych tematów jest w nich dużo optymizmu i nadziei.Katarzyna i Jacek Rąpca Wejherowo

Maria Szmuda z Gorzowa Wlkp. wyznała: „Dotarło do mnie, ile jeszcze mam”, a Zenon Miszewski z Ustki zrozumiał, po co żyje. Z kolei Arkadiusz Zając z Solca Kujawskiego napisał: „Dzięki kontaktowi z niemieckimi studentami i stypendystami z innych krajów nie skupiam się wyłącznie na swoich własnych problemach, które – jak się okazało – nie są największe”. (więcej…)

Oho! Idzie sezon!

Wszędzie widać ożywienie i wzmożony ruch. Nas, wynajmujących pokoje gościnne może uratować jedynie spokój. Czekamy na upragnionych wczasowiczów, a tu wiosna wkracza bardzo leniwie. Dlatego zastanawiam się, jak zachęcić gości aby przyjechali.

Po zachowaniu się nas wszystkich – właścicieli pensjonatów, bez wyjątku, widać zaniepokojenie i podenerwowanie. Ci, w dużych ośrodkach to chyba stresują się mniej. Albo, tego po nich nie widać. (więcej…)

Mój stosunek do choroby i do leczenia jest sprecyzowany i ogólnie prosty.
luty 2011 016
Że jestem chory na stwardnienie rozsiane to wiem doskonale. Postawiono diagnozę ładnych parę lat temu. Minęło 26 lat od tamtego momentu, a jeszcze 2 lata wcześniej żyłem w nieświadomości tego faktu. Tak, więc od 28 lat żyję z kolesiem, który nazywa się Stwardnienie Rozsiane. Choroba jak choroba, trzeba do niej przywyknąć, jednak jak narowistego konia trzyma się w cuglach, tak choróbsku nie wolno pozwolić wymknąć się spod kontroli, poza tym w miarę możliwości trzeba robić swoje.
Początek chorowania był nieznośnie upierdliwy, bo miotało mną jak piłką i z chodzeniem problemy miałem okrutne. Jednak paradoksalnie moja rzeczywistość nie była wcale ponura. Ja, się cieszyłem…
(więcej…)