Piszę prozą już od kilku lat, lecz ciągle staram się szlifować moje umiejętności pisarskie. Zgłosiłem się na warsztaty literackie zorganizowane w Ustroniu przez fundację Arka. Napisałem scenkę estradową – skecz pod tytułem „Uśmiech dobry na wszystko”, bo taki był temat konkursu i się zakwalifikowałem.

ONA

 

Zmagania z materią literacką, przy wydatnym wsparciu fachowców, dobiegły końca i musiałem wracać do domu do Ustki. Tu słowo – musiałem – precyzyjnie oddaje mój nastrój. Trudno mi było się zebrać. Powiem nawet, że bardzo trudno, bo zżyłem się ze wspaniałymi ludźmi na tych, tylko i aż pięciodniowych, warsztatach literackich. A właściwie można by powiedzieć, warsztatach prześmiewczego uzdrawiania w myśl hasła przewodniego: uśmiech dobry na wszystko. Było tak, że patrzyło się z przymrużeniem oka na rzeczy i świat czasami nie bardzo normalny.

 

Jednak skończyły się warsztaty literackie i powtórzę: musiałem powrócić do szarej rzeczywistości. Przyznam się, szczerze mówiąc, że nadużywam określenia: musiałem. Mówię tak aby zatuszować lenistwo ogarniające mnie czasami. Jednak broniąc się powiem, że słowo: musiałem, odzwierciedla żal rozstania z miłą teraźniejszością. (więcej…)

Mój stosunek do choroby i do leczenia jest sprecyzowany i ogólnie prosty.
luty 2011 016
Że jestem chory na stwardnienie rozsiane to wiem doskonale. Postawiono diagnozę ładnych parę lat temu. Minęło 26 lat od tamtego momentu, a jeszcze 2 lata wcześniej żyłem w nieświadomości tego faktu. Tak, więc od 28 lat żyję z kolesiem, który nazywa się Stwardnienie Rozsiane. Choroba jak choroba, trzeba do niej przywyknąć, jednak jak narowistego konia trzyma się w cuglach, tak choróbsku nie wolno pozwolić wymknąć się spod kontroli, poza tym w miarę możliwości trzeba robić swoje.
Początek chorowania był nieznośnie upierdliwy, bo miotało mną jak piłką i z chodzeniem problemy miałem okrutne. Jednak paradoksalnie moja rzeczywistość nie była wcale ponura. Ja, się cieszyłem…
(więcej…)

czerwiec 2010 004Nie mieszkamy na bezludnej wyspie. Wokół nas są znajomi i nieznajomi, dalecy i bliscy. Jesteśmy ludźmi sprawnymi i niepełnosprawnymi, a bywamy; bogaci, biedni, błyskotliwi, powolni, mądrzy, naiwni, rozsądni, nierozsądni, uparci, zamknięci w sobie, otwarci, nieużyci, pomocni, złośliwi, dobroduszni, kochający, nieczuli, apodyktyczni, albo też niereformowalni do granic absurdu – delikatnie mówiąc. Dla równowagi potrzebni są wszyscy, jednak to bliźni zadecydują gdzie wylądujemy w hierarchii wartości, to oni zaliczą nas do odpowiedniej grupy i tylko sumienie odpowie nam na pytanie; Czy jesteśmy z tego dumni? (więcej…)

ZENON MISZEWSKI

lato 019Wiece co, chyba cały świat zwariował! Chęć posiadania komputera stała się jakąś obsesją. No fakt… ja też mam komputer… Ale mi jest on bardzo potrzebny…
No dobrze… Mam komputer jak wielu innych.
Choć, może i mam komputer jak wielu innych… Jednak ciągle się rozwijam …no i trochę wiem jak go obsługiwać.
Ale taka Dorota! No właśnie, taka Dorota…
Chyba pół roku suszyła mi głowę, żebym pomógł jej załatwić komputer. Więc pomogłem i ma.
Ma wymarzony komputer. Ale to nie koniec!

(więcej…)

Dąbek 10.01.2009r.
ZENON MISZEWSKI
C.Dąbek 2008-09 012


Kończy mi się turnus w Dąbku. Ten Ośrodek Pobytowo – Rehabilitacyjny specjalizuje się w .usprawnianiu chorych na stwardnienie rozsiane.
Sam choruję na SM całe swoje dorosłe życie i tak minęło mi właśnie dwadzieścia osiem latek obcowania z choróbskiem.
Kadra w Ośrodku stara się jak może, aby sprostać oczekiwaniom przybywających na kurację. Baza sprzętowa, wykształcenie, umiejętności, spryt rehabilitantów, opiekunek, obsługi, kulturalno – oświatowej, uwijających się jak w ukropie obsługując chorych są nadzwyczajne. A jednak…
No właśnie; przybywający do Dąbka niekoniecznie docierają tu aby się leczyć…

(więcej…)

ZENON MISZEWSKI

B.Dąbek 2008-09 006Mailem dostałem wiadomość, temat konkursu: Uśmiech dobry na wszystko.
– ciekawe…
-, Ale mnie to przecież nie dotyczy…
– Satyrykiem nie jestem.
– A nawet, zdaje mi się…nie posiadam wystarczającego poczucia humoru…
– Zamiast poczucia humoru to mam raczej…humory.
– Dziś rano, w łazience zobaczyłem, jaki jestem.
– Patrzę w lustro…No tak…Ja to jestem roześmiany…
-, Ale czekajcie, czekajcie. Coś wam opowiem. (więcej…)

ZENON MISZEWSKI

Krojanty 017Przez wziernik zobaczyłam, że w skrzynce na listy jest jakaś przesyłka.
– Co to jest?!  – Wykrzyknęłam, bo się wkurzyłam. Ostatnio nic dobrego do mnie nie przychodziło. Bałam się, że to znów cholerne rachunki, albo upomnienia. Zebrałam się jednak w sobie i przekręciłam kluczyk, bo ciekawość okazała się silniejsza. Koperta listu była inna niż te z rachunkami, ponieważ były na niej zagraniczne stemple, wiec domyślałam się, że może to być przesyłka od mojej siostry Anety z Milwaukee. Rozerwałam kopertę i wyjęłam z niej list, a w kartce złożonej na pół tkwił banknot.
– Witaj Zuzanno – pisze siostra. – Przesyłam ci dziesięć dolarów. Z Januszem odłożyliśmy je dla ciebie. Pamiętaj, wydaj je dobrze! – A to cholerne krówsko! Dziesięć dolarów. Przecież po wymianie to będzie jakieś dwadzieścia pięć złotych. Wstydziłaby się! Niech sobie te grosze w dupę wsadzi! Siostrunia pieprzona!
Aneta odwiedziła mnie dwa miesiące temu i widziała jak się męczę siedząc w tej dziurze bez pracy i bez perspektyw na przyszłość. Nic wtedy nie powiedziała, a teraz idiotka przysyła mi dziesięć dolarów. Za kogo ona mnie ma? Jest mi ciężko, owszem, ale tak nisko jeszcze nie upadłam żeby umierać z głodu! Przyjechała tu ze swoim mężusiem na czterdziestolecie ogólniaka, dobrze liczę i przy okazji odwiedzili mnie… Byli jeden dzień wydając na przyjazd kupę kasy tylko po to, by się pochwalić, że mieszkają w USA. Ona to wymyśliła. Krowa!

(więcej…)

ZENON MISZEWSKI

Na moim podwórku, moim – tak w cudzysłowiu, mówią o mnie, że jestem meteorologiem…
Chyba im się wyraz pomylił, bo meteopatą to na pewno. Kości mi strzykają na każdą zmianę pogody.
Ale do rzeczy:
Ja tylko patrzę w chmury i wydaje mi się, że wiem jaka będzie pogoda.
No i jednego razu letnicy pytają mnie co się zapowiada. Lipiec, gorąco…
Ja patrzę w chmury i wydaje mi się, że jutro i pojutrze będzie podobnie: upalnie i bez deszczu. Nie zwróciłem uwagi, że chmury układają się w warstwach. Ale…
No tak… to już was nie interesuje…
W każdym bądź razie zapowiedziałem, że pogoda będzie przecudna i jutro mogą śmiało wybierać się na plażę, bo to przecież Ustka, kurort, lipiec…
No więc, na drugi dzień towarzystwo z całym rynsztunkiem dziarsko ruszyło na podbój plaży.
Poszli. Wszyscy weseli, bo ranek był taki piękny.
Ale ja już widziałem, że coś się szykuje…
No ale nic, poszli. Już nie prostowałem wczorajszej prognozy.

(więcej…)

dwie sosny

Zenon Miszewski

Moja własna droga do poprawy i wzmocnienia sprawności.
REHABILITACJA PO MOJEMU

Po morderczym porannym spacerze siedzę plackiem na fotelu i przez okno obserwuję dwie sosny.
Obie mają już swoje lata. Są wysokie. W życiu doświadczyły wiele, bo klimat nadmorski nie oszczędza. Domyślam się, że kiedy były młodsze (a pewnie i teraz też) każdą z nich kaleczył i kaleczy nożykiem nie jeden natchniony, bo zakochany bez pamięci młodzian. Wycinają w ich korze serduszka, strzały albo piszą takie tam; D + K= M, czy inne banialuki, które pierwotnie dla obojga zakochanych znaczą wszystko, a po jakimś czasie stają się naiwnymi bzdetami. Na drzewach pozostawiają blizny… Te sosny w końcu rosną obok promenady, więc czemu się dziwić?

(więcej…)

Zenon Miszewski

nad morzem 180Oto zachodnia strona mojego portu. Tak, tak – mojego. Mam na imię Mariusz a ustecki port jest to przestrzeń, z którą jestem związany, można powiedzieć od dziecka. Zapach morza, zapach sieci rozprowadzanych po każdym rejsie, zapach haków tysiącami klarowanych z mozołem, zapach świeżo złowionych ryb. Wszystkie moje wspomnienia mają, w mniejszym lub większym stopniu, związek z rybactwem, portem i morzem. Mój ojciec rybaczył na długo przed moim urodzeniem. A ja, od kiedy pamiętam, całymi dniami wraz z rodziną przebywałem w porcie. Ogólnie, skończyłem szkołę stoczniową i zostałem mechanikiem urządzeń okrętowych. Jednak zaraz po skończeniu szkoły wyrobiłem sobie Kartę Rybacką. Pływałem z ojcem i chciałem rybaczyć. Trwało to niezbyt długo. Dostałem wezwanie do odbycia chwalebnej służby wojskowej. Jako wysportowany, zdrowy młodzian dostałem kategorią A. Miesiąc później wcielili mnie do Armii i trzy lata przekiblowałem w Marynarce Wojennej na okrętach.
(więcej…)