Nasz przaśny byt

Poddałem się namowom i dzień później w czerwcu 2014 roku, przejeżdżając przez wąską bramę zajechałem na podwórze Gimnazjum w Ustce. Nie myślcie sobie, że chciałem się uczyć. Co to, to nie. Mam już swoje lata. A i na wywiadówkę też nie przyjechałem. To już nie ten etap w życiu.

Stanąłem przed nieokazałym szyldem „Klusek” stołówka.

Wiedziałem, że to stołówka, ale nazwa wydała mi się, delikatnie mówiąc, oryginalna, więc szedłem z nieufnością, choć czytając wizytówkę zapamiętałem napis „zapraszamy na domowe obiady”. Przekroczyłem kałużę burcząc – można by coś z tym zrobić, – ale, co tam. Potem schody, co nie napawało mnie optymizmem, bo zbyt sprawnie nie chodzę. Później, na moje nieszczęście, drugie schody i jeszcze drzwi i … następne schodki.
Sala stołówki duża, potem lada, bemary. Zamówiłem obiad na wynos na cały miesiąc. Dostałem karnet i upust. Zapłaciłem tylko 170zł. i humor wrócił. Miałem za sobą trojaki, więc zostałem prędko obsłużony. Już wychodziłem, kiedy rozległ się dzwonek na przerwę.

(więcej…)