kwiecień 2010 007

– Damy radę! Damy radę! – krzyknął Sylwek swym tubalnym głosem i mimo strugami lejącego deszczu, uśmiechnął się. Mocnymi rękami chwycił załadowaną betonem taczkę i ruszył pędem.
Dwaj pomocnicy bez wahania złapali brzegi foli, którą przed chwilą przywiozłem i narzucili na pryzmę betonu. Przed kwadransem dwie „gruszki” wykiprowały na wyznaczony plac dwadzieścia cztery tony betonu, które budowlańcy mięli zwieźć taczkami do wnętrza budynku. A tu znienacka ulewa!

Przywiozłem im folię, bo byli kompletnie nieprzygotowani i deszcz zaskoczył ich dokumentnie! Groźba, że tony betonu spłyną z deszczem mogła stać się faktem!
– Budowanie, to nie jest takie tam, hop siup – mówi moja czteroletnia wnuczka, składając domek z klocków. Przyznaję jej rację bez wahania.
Moja budowa ruszyła półtora miesiąca temu. Wynająłem firmę budowlaną, a jej szef – Krystian ocenił, że cykl budowy zamknie się w czterech miesiącach. Przynajmniej tak zakładał. W jego ocenie budowa nieskomplikowana, więc wyznaczony termin miał być dotrzymany.

(więcej…)