Małgorzata – 342

Małgosia, ruda Pani spokojem zachwyca,
Rozmawiać z nią, czy nie? Coś wzrokiem przemyca.
Mówię do niej, z lęku odrobiną,
Odpowie, czy wzrok zawinie i zostawi mnie z kwaśną miną?
Wózkiem na dworek przyjechała,
Tak na pamiątkę, by ślad został po niej,
Elżbiecie pęk kwiatów wręczyła,
Symbol jej zręcznych rąk, tradycja miła.
Origami nie jest dla niej tajemnicą żadną,
Wyczaruje kwiaty nawet z bibułek ręczników,
Błękitne, białe, czy różowe,
Kilka zgrabnych ruchów i cacko gotowe.

Przyroda to mój żywioł.

Kasia 309
Katarzyna, Kasia, napisałbym dla niej cały poemat,
Lecz gryzie mnie niepokój, bo nie wiem,
Czy zamknięta w sobie, czy taka otwarta?
Wzrokiem zachęca, by mówić, czy milczeć?
Okrutna? Czy okrucieństwo w mężczyźnie dostrzega?
Kobieta nieprzenikniona jak kobieta, dylemat.
Roześmiana tańczy, wzrokiem kokietuje,
Nie sposób Kasię zrozumieć!
Choć – swym sercem ujmuje.

Zenobia
Królowa konkretu, lecz królowa zagadka,
Jest, a czasem znika w nastrojów odmętach,
Trwa przy mnie, lecz sercem umyka.
W naszych duszach gra często inna muzyka.
Bóle przemijania budują niepokój,
Kobiety wrażliwość domaga się troski,
Męska moc nie zawsze właściwa,
Subtelna dusza królowej nad wyraz drażliwa.
Drogi dorosłości niby wspólne,
Lecz często zawiłe,
Mocna, silna i choć tyle bólu nosi.
O pomoc – nie często mnie prosi.

W sierpniowe przedpołudnie rozgrzane słońcem szedłem wzdłuż promenady. Jak zwykle wspierałem się kijkami nordik, walking, bo to i wygodniej i nikt nie powie, że się chwieję jak pijany, co, przy SM nie dziwota.

Między gąszczem ludzi maszerujących dziarsko na plażę dostrzegłem ławkę, na której siedział tylko jeden mężczyzna. Prędko zdecydowałem, że właśnie tam klapnę sobie, bo marsz dał mi się we znaki.

Zdjęcie-0031

Chmary wczasowiczów objuczonych do nieprzyzwoitości parły na plażę. Budowa zasieków z parawanów dla wytyczenia „swojego terytorium” to ostatnimi czasy polska specjalność. Ale co mi tam, widać taka ich fantazja.

Rozsiadłem się wygodnie.
(więcej…)

Wydawnictwo SOWA wydało drukiem mój zbiór opowiadań  „Baby ach te baby”. Jest do kupienia w księgarni wysyłkowej

www.wyczerpane.pl

 

Plakat baby 7

Zbiór opowiadań „Baby ach te baby” otwiera tekst „Dwie sosny”, w którym opowiadam
o swojej rehabilitacji i powrocie po latach do ćwiczeń kulturystycznych. Opowiadaniem tym zdobyłem I nagrodę w konkursie literackim organizowanym przez Fundację Arka Bydgoszcz.
Inne opowiadania i skecze są mocno zakorzenione (zakotwiczone) w  świecie nadmorskim, który jest mi sentymentalnie bliski. Opowiadania mają różnorakie zabarwienie. Np „Przypadek”- narratorem jest kobieta która opowiada o trudnych czasach transformacji ustrojowej i relacjach rodzinnych nie zawsze słodkich. Znowu „Żeglarz” to opowieść rybacka o skomplikowanych przyjaźniach rybackich. „ Kryptonim lato” jest żartobliwym opowiadaniem o urokach budowania pensjonatu nad morzem. A w opowiadaniu „Pianino”  zagłębiam się w świat muzyków lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, aby przybliżyć epokę dancingów nadmorskiego miasteczka. „Stempel” „Naznaczony” „Ona” to teksty w których próbuję zerknąć do wnętrza duszy ludzkiej, bo zwrot- jestem człowiekiem- brzmi dumnie, lecz wymaga odwagi i otworzenia się na innych.
Opowiadania przeplatają skecze, gdyż autoironia i uśmiech są dobre na wszystko.
Zbiór opowiadań kończy „Legenda Anny”. Tekst jest wpisany w realny ale też baśniowy świat Ustki i okolic. Rozpoczyna się w czasach Średniowiecza, kiedy bohaterka legendy, Anna, pochodząca z rodu Słowińców walczy o Polskość ziem nadbałtyckich.
Kobiety w teksach zebranych w książce grają dominującą rolę. – lecz cóż w tym dziwnego„Lepiej skruszonym wrócić do żony, niż karmić zmysły światem szalonym.” – mówię z przekonaniem.

Nasz przaśny byt

Poddałem się namowom i dzień później w czerwcu 2014 roku, przejeżdżając przez wąską bramę zajechałem na podwórze Gimnazjum w Ustce. Nie myślcie sobie, że chciałem się uczyć. Co to, to nie. Mam już swoje lata. A i na wywiadówkę też nie przyjechałem. To już nie ten etap w życiu.

Stanąłem przed nieokazałym szyldem „Klusek” stołówka.

Wiedziałem, że to stołówka, ale nazwa wydała mi się, delikatnie mówiąc, oryginalna, więc szedłem z nieufnością, choć czytając wizytówkę zapamiętałem napis „zapraszamy na domowe obiady”. Przekroczyłem kałużę burcząc – można by coś z tym zrobić, – ale, co tam. Potem schody, co nie napawało mnie optymizmem, bo zbyt sprawnie nie chodzę. Później, na moje nieszczęście, drugie schody i jeszcze drzwi i … następne schodki.
Sala stołówki duża, potem lada, bemary. Zamówiłem obiad na wynos na cały miesiąc. Dostałem karnet i upust. Zapłaciłem tylko 170zł. i humor wrócił. Miałem za sobą trojaki, więc zostałem prędko obsłużony. Już wychodziłem, kiedy rozległ się dzwonek na przerwę.

(więcej…)

„O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny…”
DSC01241To nic, że Staff pisał, że jesienny. Mnie ogarnia radość, że deszcz, nareszcie deszcz i ulga, bo niemiłosierny upał „dogadza” nam już od tygodnia. Chwilami ciepło otumania człowieka tak bardzo, że zapomina nawet swojego nazwiska.
Jest początek sierpnia, czyli szczyt sezonu, więc musi być ciepło. Ale na Boga, nie aż tak gorąco! Nareszcie delikatny deszczyk. Wychodzę nagi, bez parasola, no nie tak do końca nagi, wychodzę w kąpielówkach i łapczywie wystawiam ciało, a krople letniego deszczyku je obmywają. Rozkosz. Ulga.

(więcej…)

z Canona 056

Jest lipiec, więc na ulicy gwarno, ale tym razem przed bramą naszego pensjonatu zamieszanie. Wprawdzie wiedziałem, że grupa gości z tej samej miejscowości przyjedzie trzema samochodami, ale rwetes zrobił się potrójny. Otworzyłem bramę wjazdową i na moje: – Proszę ustawić auta równolegle do siebie. – Usłyszałem:
– My sami. Damy radę. Spokojnie, wszystko pod kontrolą.

Nie protestowałem i trzy nie małe samochody zgrabnie stanęły obok siebie.

– Jak tak ustawicie, to tym autem, będzie trudno wyjechać – wskazałem na samochód stojący najbliżej ściany, upchany jak sardynka.
Śmiech.
(więcej…)

Drodzy Przyjaciele, Znajomi i Nieznajomi.

C.Dąbek 2008-09 009Choruję na SM, proszę o przekazanie mi 1% z podatku na leczenie i rehabilitację. Z góry serdecznie dziękuje za zrozumienie.
Dane do wpisania w PIT:

Zenon Miszewski nr KRS Fundacji 0000338878


tęsknota za pianinem 003C.

Każdego zdrowego chłopa, tak więc i mnie, nawiedzają chwilami myśli o potrzebach erotycznych, ale gdy rozbuchają się czasami, to pchają do marzeń o sprawach nieracjonalnych. Dziś, na przykład, marzę o pianinie… Niby nic nadzwyczajnego, przecież byłem muzykiem. Po co mi jednak ono i cóż wielkiego mógłbym wygrywać na tym instrumencie, kiedy granie sprowadzało się do obsługi dancingów, takiego muzykowania do kotleta. A poza tym, co wspólnego ma pianino z erotyką?… I na dodatek na zakup tego instrumentu musiałbym poświęcić sporo ciężko zarobionych pieniędzy.
Cis.
Monikę spotykam na dworcu. Idzie swym sprężystym krokiem. Dostrzega mnie, podchodzę więc i witamy się jak przyjaciele. Spotkanie nie należy jednak do łatwych, bo kiedy spogląda na mnie swymi niebieskozielonymi oczami, to natychmiast zwalają mi się na głowę wspomnienia, wspomnienia iście erotyczne, a nawet powiedziałbym… pornograficzne!
Mam na imię Jerzy i
jestem facetem dojrzałym, a także statecznym bez wątpienia, więc czuję się nieswojo. Ale kiedyś tak nie było. (więcej…)

Naznaczony1– Motylku, ty jesteś piękny. A czy ja jestem aż taki brzydki? Powiedz mi. Bo wyśmiewają się ze mnie i szydzą.
– Gnojarz, gnojarz – krzyknęła przelatująca ważka.
– Sam słyszysz – jęknął zdesperowany żuk.
– Żuczku, ty też jesteś piękny. Zajrzyj do skarbnicy swojej duszy. Popatrz ile dobrego robisz dla innych.
*
Jan urodził się z zajęczą wargą. Ojciec czmychnął jak tylko zobaczył kalectwo chłopca i ślubu z matką nie wziął. Wyszła za mąż za innego faceta, ale ten też go nie lubił i często poniżał wytykając, że sepleni.

(więcej…)

kwiecień 2010 007

– Damy radę! Damy radę! – krzyknął Sylwek swym tubalnym głosem i mimo strugami lejącego deszczu, uśmiechnął się. Mocnymi rękami chwycił załadowaną betonem taczkę i ruszył pędem.
Dwaj pomocnicy bez wahania złapali brzegi foli, którą przed chwilą przywiozłem i narzucili na pryzmę betonu. Przed kwadransem dwie „gruszki” wykiprowały na wyznaczony plac dwadzieścia cztery tony betonu, które budowlańcy mięli zwieźć taczkami do wnętrza budynku. A tu znienacka ulewa!

Przywiozłem im folię, bo byli kompletnie nieprzygotowani i deszcz zaskoczył ich dokumentnie! Groźba, że tony betonu spłyną z deszczem mogła stać się faktem!
– Budowanie, to nie jest takie tam, hop siup – mówi moja czteroletnia wnuczka, składając domek z klocków. Przyznaję jej rację bez wahania.
Moja budowa ruszyła półtora miesiąca temu. Wynająłem firmę budowlaną, a jej szef – Krystian ocenił, że cykl budowy zamknie się w czterech miesiącach. Przynajmniej tak zakładał. W jego ocenie budowa nieskomplikowana, więc wyznaczony termin miał być dotrzymany.

(więcej…)