dwie sosny

Zenon Miszewski

Moja własna droga do poprawy i wzmocnienia sprawności.
REHABILITACJA PO MOJEMU

Po morderczym porannym spacerze siedzę plackiem na fotelu i przez okno obserwuję dwie sosny.
Obie mają już swoje lata. Są wysokie. W życiu doświadczyły wiele, bo klimat nadmorski nie oszczędza. Domyślam się, że kiedy były młodsze (a pewnie i teraz też) każdą z nich kaleczył i kaleczy nożykiem nie jeden natchniony, bo zakochany bez pamięci młodzian. Wycinają w ich korze serduszka, strzały albo piszą takie tam; D + K= M, czy inne banialuki, które pierwotnie dla obojga zakochanych znaczą wszystko, a po jakimś czasie stają się naiwnymi bzdetami. Na drzewach pozostawiają blizny… Te sosny w końcu rosną obok promenady, więc czemu się dziwić?

(więcej…)

Zenon Miszewski

nad morzem 180Oto zachodnia strona mojego portu. Tak, tak – mojego. Mam na imię Mariusz a ustecki port jest to przestrzeń, z którą jestem związany, można powiedzieć od dziecka. Zapach morza, zapach sieci rozprowadzanych po każdym rejsie, zapach haków tysiącami klarowanych z mozołem, zapach świeżo złowionych ryb. Wszystkie moje wspomnienia mają, w mniejszym lub większym stopniu, związek z rybactwem, portem i morzem. Mój ojciec rybaczył na długo przed moim urodzeniem. A ja, od kiedy pamiętam, całymi dniami wraz z rodziną przebywałem w porcie. Ogólnie, skończyłem szkołę stoczniową i zostałem mechanikiem urządzeń okrętowych. Jednak zaraz po skończeniu szkoły wyrobiłem sobie Kartę Rybacką. Pływałem z ojcem i chciałem rybaczyć. Trwało to niezbyt długo. Dostałem wezwanie do odbycia chwalebnej służby wojskowej. Jako wysportowany, zdrowy młodzian dostałem kategorią A. Miesiąc później wcielili mnie do Armii i trzy lata przekiblowałem w Marynarce Wojennej na okrętach.
(więcej…)