ZENON MISZEWSKI

Krojanty 017Przez wziernik zobaczyłam, że w skrzynce na listy jest jakaś przesyłka.
– Co to jest?!  – Wykrzyknęłam, bo się wkurzyłam. Ostatnio nic dobrego do mnie nie przychodziło. Bałam się, że to znów cholerne rachunki, albo upomnienia. Zebrałam się jednak w sobie i przekręciłam kluczyk, bo ciekawość okazała się silniejsza. Koperta listu była inna niż te z rachunkami, ponieważ były na niej zagraniczne stemple, wiec domyślałam się, że może to być przesyłka od mojej siostry Anety z Milwaukee. Rozerwałam kopertę i wyjęłam z niej list, a w kartce złożonej na pół tkwił banknot.
– Witaj Zuzanno – pisze siostra. – Przesyłam ci dziesięć dolarów. Z Januszem odłożyliśmy je dla ciebie. Pamiętaj, wydaj je dobrze! – A to cholerne krówsko! Dziesięć dolarów. Przecież po wymianie to będzie jakieś dwadzieścia pięć złotych. Wstydziłaby się! Niech sobie te grosze w dupę wsadzi! Siostrunia pieprzona!
Aneta odwiedziła mnie dwa miesiące temu i widziała jak się męczę siedząc w tej dziurze bez pracy i bez perspektyw na przyszłość. Nic wtedy nie powiedziała, a teraz idiotka przysyła mi dziesięć dolarów. Za kogo ona mnie ma? Jest mi ciężko, owszem, ale tak nisko jeszcze nie upadłam żeby umierać z głodu! Przyjechała tu ze swoim mężusiem na czterdziestolecie ogólniaka, dobrze liczę i przy okazji odwiedzili mnie… Byli jeden dzień wydając na przyjazd kupę kasy tylko po to, by się pochwalić, że mieszkają w USA. Ona to wymyśliła. Krowa!

(więcej…)